PROJEKT PAMIĘCI WŁADKA WAGNERA
pierwszego Polaka, który opłynął świat pod żaglami (1932-39)

19 kwietnia 2007



Życie jest pełne niespodzianek… WIELE wydarzyło się od czasu naszego ostatniego niusa.
Poniżej kilka faktów w porządku chronologicznym:
Przejście Oceanu pod żaglami to prawdziwe przeżycie!


(z pewnością pojawi się tu opowiadanie na ten temat ;)
W skrócie: z Wysp Kanaryjskich obraliśmy kurs na Wyspy Zielonego Przylądka, lecz nie zatrzymywaliśmy się tam. Po 20-udniach dniach spokojnej żeglugi,
rzuciliśmy kotwicę w uroczej zatoczce w Bridgetown na Barbadosie,
gdzie spędziliśmy Święta Bożego Narodzenia,
i nawiazalismy pierwsze znajomosci w "nowym swiecie".
Sylwestra natomiast świętowaliśmy w malowniczej zatoczce Charlotteville na Tobago.
Tam tez zaprzyjaznilismy sie z Jungle Man'em, mieszkajacym w dzungli od 15 lat.
Dwa dni później dopłynęliśmy do Chaguaramas na Trynidadzie, gdzie Santana została wyciągnięta na brzeg w celu planowanego uprzednio „generalnego odświeżenia”.
Jak co roku bylismy dusza i sercem z Jurkiem i cala Wielka Orkiestra Swiatecznej Pomocy, grajaca juz pewnie na calym swiecie...
Zgodnie z naszymi wcześniejszymi ustaleniami, zaczęliśmy rozglądać się za pracą na Karaibach. Szybciej niż się spodziewaliśmy, wpadła nam w ręce znakomita oferta pracy dla pary :)
Jak zwykle, tak i tym razem, w wariacko krótkim czasie spakowaliśmy nasz dorobek
i znaleźliśmy się na Tortoli, stolicy Brytyjskich Wysp Dziewiczych.

W dwie godziny po przybyciu, zaokrętowaliśmy na 45-cio stopowym katamaranie.
Przez pierwszy tydzień byliśmy załogą szkoleniowa na jednym z 17 luksusowych katamaranów należących do Trade Winds Cruise Club.
Dwa tygodnie później poprowadziliśmy nasz pierwszy samodzielny czarter jako Kapitan i Pierwszy Oficer na jachcie Coral Dreams, jednym z trzech Royal Cape'ow...
Po tygodniu odpoczynku
zostaliśmy przeniesieni do drugiej z pięciu baz na Karaibach – Marigot na St. Martin.
Tu naszym oczom ukazały się dumnie stojące w Marinie La Royale dwa z trzech największych okrętów w naszej flotylli: Marquisess 56’- Motu Iti of Tortola
...i Jacqueline.
Po tygodniu okazało się ze jeden z nich pozostanie naszym domem i miejscem pracy przez co najmniej kilka najbliższych miesięcy. Tak, tak, Jacqueline została oddana w nasze ręce.
Do tej pory popłynęliśmy już w kilka czarterów, odwiedzając m.in. St Barthelemy, Ile Fourche, Ile Pinel,
Tintamarre,
Anguille, Sandy Island oraz holenderska cześć Sint Marteen.
Po kazdych dwóch tygodniowych czarterach mamy tydzień wolny od pracy, podczas którego mieszkamy na naszym jachcie

i mamy czas, zeby odpoczac.
W tak pięknych okolicznościach przyrody oraz w związku z zaistniałą sytuacja, niniejszym postanowiliśmy nie ruszać się stad do czasu odłożenia adekwatnej sumy na zakup własnego jachciku, na którym to będziemy kontynuować nasza podróż :)

W miedzy czasie zamierzamy – w miarę możliwości - publikować na naszej stronie materiały zgromadzone w ciagu dziesieciu miesiecy naszej podrozy jachto-stopem.
A co nowego?
Zapraszamy do lektury opowiadania z rejsu na Festiwal Łodzi drewnianych w Douarnenez, dostępnego w dziale Opowiadania.
Specjalnie na potrzeby znalezienia dobrej pracy, stworzyliśmy stronę PatMikTEAM
– nasze internetowe portfolio (zadziałało :).
Uaktualnilismy nasz Logbook :)
W celach zawodowych uruchomiliśmy też oddzielna stronę – portfolio Patrycji
– opisującą jej dokonania i nowe projekty.
Wszystkie trzy osoby zainteresowane podkastem, serdecznie przepraszamy za opóźnienie w jego publikacji - pojawi się, jak przyjdzie na niego pora… Tymczasem Patrycja zajeta jest naprzemian przygotowywaniem salatek i stawianiem zagli... :)
Mimo wszystko, mamy nadzieje na zwiekszenie czestotliwosci naszych niusow ;)

Brak komentarzy:

Patronaty...